wtorek, 26 lutego 2008

Mój głos za kontrreformacją na uczelni

Mamy nowy głos w sprawie reformy nauki i edukacji
www.rp.pl/artykul/19,98210.html

Na pewno zasługuje na uwagę. Jednakże chętnie wsypię trochę piasku w tryby rozumowania Autora.

Po pierwsze, było już tak że habilitacja nie obowiązywała na uczelniach. Na AGH trzeba było ją zrobić, owszem, w ciągu... 40 lat od doktoratu. Ta efektywna nieskończoność korzyści jednak nie przynosiła. Autor (Prof. J.) powstrzymuje się od przytoczenia argumentów, jakie przywiodły nas do skrócenia tego okresu. Gdyby je przytoczył, powinien je obalić.

Po drugie, nie wiadomo kto będzie zwalniał tych profesorów, którzy się nie sprawdzą. Na ten temat nikt się nie wypowiada. Bardzo proszę o wyjaśnienie.

Co do płatnych studiów - boję się reakcji psychologicznej kandydatów bez funduszy. Pomijając zwroty retoryczne, cytuję to co Autor pisze poważnie:
"Oczywiście żadne nowoczesne państwo nie może przerzucić całych kosztów studiowania na studentów. Należy więc zbudować odpowiedni system bonów edukacyjnych, stypendiów i pożyczek. Nie dziwią mnie argumenty przeciw wprowadzeniu opłat za studia tam, gdzie ich jeszcze nie ma. Można się obawiać, że reforma ograniczy się do wprowadzenia czesnego, a system wspierania studentów nie powstanie. Warunkiem sukcesu jest zatem rozwiązanie całościowe, a także przekonanie do niego zainteresowanych."
To kawał roboty. Moim zdaniem zbyt trudnej na nasze rządy, które mają reformę służby zdrowia na liście pilniejszych spraw.

A co do zapaści cywilizacyjnej - owszem, mamy zapaść. Liceów, którym skrócono czas pracy o rok. Mamy zapaść edukacji matematyki z wszystkimi konsekwencjami. Z tym związana jest zapaść poziomu rekrutacji - bez egzaminów wstępnych rekrutacja jest bezzębna. Wszystko to skutki niedawnych reform. Jeśli miałyby być nieodwracalne, to przed kolejnym etapem bym się jeszcze wstrzymał.

Brak komentarzy: