U podstaw tego zamierzenia leżało przekonanie, że entuzjazm mas jest nieograniczony i żadne, przez burżuazję wymyślone, "obiektywne" kryteria gospodarcze skrępować go nie mogą. Symbolem Wielkiego Skoku stał się wytop żelaza w prymitywnych dymarkach. Środki na ten cel uzyskano z nakładów przeznaczonych na konsumpcję, oświatę i służbę zdrowia. Chłopów wtłoczono w 26 tysiecy rzekomo samowystarczalnych "komun ludowych", każda po około 8 tysięcy gospodarstw. Komuny te odebrały wieśniakom większość ich majątku ruchomego, zmuszały do wspólnych posiłków, wspólnego mieszkania i oddawania dzieci na wychowanie do absurdalnie wręcz indoktrynowanych żłobków i przedszkoli. Mimo buńczucznych komunikatów o "sukcesach" Wielkiego Skoku (całkowicie notabene sfałszowanych) - rezultat okazał się katastrofą. (...) Na konferencji partyjnej w Lushan w sierpniu 1959 r. Wielki Wódz, potępiony (bez wymieniania nazwiska) przez dowódcę "ochotników" z wojny koreańskiej Peng Te-huaia i zmuszony do samokrytyki, z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie ma pojęcia o planowaniu gospodarczym.
[pod redakcją A. Patka, J. Rydla, J. J. Węca]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz