Raz na czas jakiś dostaję wiadomość o nowej teorii obalającej drugą zasadę termodynamiki, mechanikę kwantową lub teorię względności. Czasem nadchodzi też recepta na zapewnienie nieśmiertelności lub inne osiągnięcie tej skali. Nadawcą jest zawsze autor danej rewolucyjnej koncepcji. Czytając taki manifest, można zwykle znaleźć błąd logiczny, myślenie życzeniowe lub zaklinanie rzeczywistości. Z podobnym nastawieniem zetknąłem się kiedyś, włączywszy się na krótko w prace Wikipedii. Polemizujący ze mną autor notki o zasadzie nieoznaczoności wezwał mnie w końcu do zgody na jej treść dramatycznym zwrotem: ‘uwierz mi, że tak jest!’
Bywa jednak, że rewolucyjny artykuł zdradza głębię wiadomości, a wywód jest prowadzony z wykorzystaniem współczesnej wiedzy na wysokim poziomie – co wtedy? Wszak nie jestem ekspertem od teorii względności, a mechaniki kwantowej liznąłem do poziomu powiedzmy średniego. Gdybym miał recenzować taki manifest, przydałoby się poczytać to i owo. Recenzować nie muszę – a więc nie wiem. A jednak – nie wierzę. Dlaczego?
Są ślady pozanaukowe, z pozoru nieznaczne informacje towarzyszące. Czy rzecz jest zdrowa, powinni ocenić eksperci. Eksperci są na listach recenzentów, listy na biurkach redaktorów prestiżowych czasopism. Jeśli gość nie posyła swoich epokowych odkryć do redakcji, tylko do mnie, to znaczy że poluje na odbiorcę niewtajemniczonego. Jako taki nie będę się wychylał z poparciem czy uznaniem. Ale też nie wystąpię z krytyką. Nie wiem, więc milczę.
Milczę, ale myślę swoje. Bo koronnym argumentem mojej niewiary jest przeświadczenie autora o własnej wielkości. To mi wystarcza. Jeśli on sam nie wie, kim jest, skąd ma wiedzieć co znaczą jego myśli?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
hehe, tak czytam i się zgadzam
czytam i się zgadzam
aż do...
przywołanego jako jednoznacznie dyskwalifikującego przekonania o własnej wielkości...
czy grzech tak powszechny że aż uniwersalny (któż z nas potrafi się właściwie określić na drabinie wagi)
powinien tu pełnić rolę najważniejszego kryterium?
zaczepna
nuu, tak...ale jak się już o tym mówi głośno ...
Prześlij komentarz