piątek, 18 kwietnia 2008

Notatki z 2005

2 sierpnia, wtorek

Ulrich Beck, socjolog, profesor w Monachium i w Londynie, autor poczytnej książki Społeczeństwo ryzyka (World Risk Society, 1999) pisze o sprzeczności między bezpieczeństwem a wolnością (Suddeutsche Zeitung, 25.07.2005; Forum 31, 1-7.08.2005). Pisze stylem publicystycznym, którego nie akceptuję: w każdym zdaniu jak najwięcej skojarzeń, zastępujących tok rozumowania; przyjął się niestety nawet w Physical Review Letters. Z tej publicystyki można wyłowić tezy, oto niektóre: 1. Wolność nie istnieje bez bezpieczeństwa, bezpieczeństwo nie istnieje bez wolności. 2. Państwo chętnie ograniczy wolność obywateli, tłumacząc się względami bezpieczeństwa. 3. Przywódcy religijni islamu powinni rzucić klątwę na Al.-Kaidę. 4. Solidarność państw walczących z terroryzmem może się okazać nową jakością, otwierającą happy end.
Jak wynika z informacji Forum, Suddeutsche Zeitung reprezentuje bawarski liberalizm. Teza 2 jest oczywista i być może jest ukłonem w stronę liberalizmu. Teza 4 jest pointą, dla której nie widzę uzasadnienia poza happy endem właśnie. Teza 1 jest mocno dyskusyjna, można mieć bezpieczeństwo bez wolności; jest prawdziwa dla społeczeństwa liberalnego, ale wtedy jest tautologią: „ wolność w niebezpieczeństwie”. Patrz Maslowa piramida potrzeb.
Tezę 3 uważam za nierealistyczne i szkodliwe myślenie życzeniowe. Szkodliwe dlatego że nierealistyczne i dlatego że odwraca problem. Przywódcy religijni islamu nie mają żadnego powodu występować przeciw wojnie z Zachodem; oni tę wojnę reprezentują. Wojna, której terroryzm jest taktyczną realizacją, jest częścią duchowej rzeczywistości islamu. Dla nich to jest jasne. Jeśli dla nas jasnym nie jest, jaką mamy korzyść z socjologii?

3-5 sierpnia

Jest potoczną mądrością, że nie można historii oceniać dzisiejszą miarą. Jednak ta mądrość bywa trudna do zastosowania. „Dzisiejsza miara” nie powstała w niczyje urodziny. Wartości, które wyznajemy dzisiaj – zakładając że coś takiego istnieje – są niejednorodne. Niektóre z nich powstały stosunkowo niedawno, inne – setki lat temu. Zabójstwo synów Edwarda IV obciążało Ryszarda III podobnie, jak obciążałoby dziś. W tym sensie XV-wieczni królowie Anglii są nam współcześni. Dlaczego oceniać inaczej oficerów armii USA, którzy zakatowali irackiego generała Mowhousha w Al-Kaim, a inaczej oprawców generała Fieldorfa w stalinowskim więzieniu na Mokotowie? Wyczyny Rosjan w Czeczenii, Serbów w Bośni, armii chińskiej w Tybecie, stalinowskie gułagi, hitlerowskie obozy koncentracyjne, rzeź Ormian – ciągłość jest zachowana, historia przenika się z dniem dzisiejszym. Których tłumaczyć? Do kiedy? Jaką misję cywilizacyjną pełnili europejscy osadnicy, którzy wymordowali na początku XIX wieku prawie całą ludność Tasmanii? Czy bohaterem był generał Turreau, pozbawiając życia 120 tysięcy Wandejczyków na rozkaz rewolucyjnego rządu jakobinów? Jaka polityczna konieczność usprawiedliwia rzeź 30 tysięcy hugenotów we Francji A.D. 1574? Rzeź mieszkańców Konstantynopola przez krzyżowców w 1204?
Wspomniana mądrość wydaje się zakładać, że nasza moralna wrażliwość wzrosła od czasów, które zwiemy historycznymi. Wzrosła aż tak, że do tych historycznych czasów nie pasuje – jest zbyt wymagająca.
Bez przesady.

2 komentarze:

Meaghan pisze...

ja tylko do jednego aż bulwersującego fragmentu,
,,Przywódcy religijni islamu nie mają żadnego powodu występować przeciw wojnie z Zachodem; oni tę wojnę reprezentują. Wojna, której terroryzm jest taktyczną realizacją, jest częścią duchowej rzeczywistości islamu. Dla nich to jest jasne. Jeśli dla nas jasnym nie jest, jaką mamy korzyść z socjologii?"

zaraz, zaraz, czy to jest utożsamienie islamu z terroryzmem, czy ja źle, ze względu na nieco późną porę czytam??
nie będąc ekspertem, i tak czuję się ośmielona powiedzieć, że:
- nie ma jednego islamu, choć jest jeden Koran...jak nie ma jednego chrześcijaństwa, choć jest jedna Święta Księga,
- nie ma jednego rozumienia dżihadu,
- a terroryzm islamski jest takim zinstrumentalizowaniem religii, jak nasz Giertych i Rydzyk, przeciwko którym przywódcy religijni powinni występować;
- na marginesie tylko dodając, że jeśli przez wojnę z Zachodem rozumiesz walkę o odnowę obyczajów, walkę z hedonizmem i nihilizmem, z imperializmem i pustotą, to wszystkie religie świata winny się tu dołączyć....;-)

całusy wieczorne

K.J.A. pisze...

Tak. Masz rację. Jest wiele wersji islamu. Ale nie utożsamiam islamu z terroryzmem.
Tezą tego fragmentu jest, że konflikt choćby tylko duchowy z Zachodem jest dla świata islamu częścią duchowej rzeczywistości.
Jak może więc europejski socjolog oczekiwać, że mułłowie zaczną ten konflikt łagodzić? Oni są przywódcami, a w islamie przywódca religijny jest przywódcą politycznym - nic na to nie poradzimy. Tak więc konflikt polityczny jest wyrażany środkami religijnymi i siłą faktu islam jest wciągnięty w konflikt.
Przywódca polityczny Zachodu mógłby - teoretycznie rzecz biorąc - udawać że nie wie o co chodzi, i próbować wciągać przywódców politycznych islamu w krytykę terroryzmu. Ale socjolog politykiem nie jest, a pisze głównie dla czytelników w Europie. Żądając od islamistów duchowej kapitulacji pisze 'prawdę niecałą' czyli kłamie.
uściski poranne