Przypuszczam, że przyjęte wsród kombatantów są wspominki o dawnych bojach. Z nutką chełpliwości opowiada się zapewne o własnych dokonaniach: ilu to się wysłało na tamten świat i to w jakich dramatycznych okolicznościach. Opowiada się w tonie fatalistycznym "tak było", pozornie beznamiętnie, wszak tak mało zależało wtedy od decyzji pojedynczego człowieka. Ale przez ten pseudoobojętny ton przebija się triumf zwycięzcy nad zabitym, żywego nad umarłym, bliska pierwotnemu myśliwcowi radość że się żyje. Oto ostateczne kryterium wartości mężczyzny, niepodważalna biologiczna przewaga. Na stare lata trochę adrenaliny - czysta frajda.
Ale nie zawsze bywa tak przyjemnie. Oto 88-letni były pilot Luftwaffe żyje ze świadomością, że w jego przypadku ta przewaga jest gorzka. Bezspornie woleliby wszyscy żeby zginął on niż jego ofiara: francuski pisarz, Antoine de Saint-Exupéry.
www.reuters.com/article/worldNews/idUSL1616944620080316
I jak tu się chwalić? co powiesić nad łóżkiem? Małego Księcia? Koledzy nie mieli takiego pecha. Ich ofiary pozostały anonimowe.
No więc nasz pilot wyznaje że bardzo mu przykro. Tym bardziej, że książki Saint-Exa lubi i ceni.
Wzruszające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz