sobota, 17 października 2020

Samobójstwo

Jako całość. Ludzkość jest w trakcie popełniania zbiorowego samobójstwa. Na skalę planety. Zagrożone jest przy tym życie biologiczne na Ziemi, nie tylko życie ludzi. To wariant Wenus. Pisał o tym Popkiewicz, pisali inni. Z tekstów i wywiadów przeziera świadomość tego wariantu, nawet jeśli autorzy nie zdecydowali się - z różnych względów - nazwać rzecz po imieniu. 

 W tym dążeniu do samounicestwienia łączą się różne wątki. Negacjonizm; zrodzony w dużej mierze z psychicznej niezdolności do udźwignięcia wizji katastrofy. Tu epidemia jest małą próbką, odzwierciedlającą ten sam schemat. Dalej - bezwład struktur politycznych. Dalej - nadzieja; że proces się odwlecze, ominie nas, ograniczy się do przyszłych pokoleń. Dalej - ta część naszej własnej kultury, która mówi że dobro zawsze zwycięża, odwieczna wizja happy-endu, powielana w niezliczonych mitach, od Gilgamesza do Hollywood. Dalej, chciwość bogatych i niemoc biednych, zgoda na nierówność, zgoda na krzywdy innych, z której ludzkość nigdy jeszcze się nie wyzwoliła. Dalej, niezgoda na życie wśród ograniczeń, niezgoda na brak lodówki i samochodu, na wegetarianizm i życie wśród obcych. Może jest tu też miejsce na pięknoduchostwo Petroniusza: "przyjaciele, przyznajcie że razem z nami ginie poezja i piękno"; a więc pogodzenie się ze śmiercią? 

 Czy to samobójstwo okaże się skuteczne? Nie wiem. Być może tak - wtedy wszystko straci sens. Sens w ludzkim rozumieniu będzie też utracony, jeśli przeżyją tylko jakieś rośliny i zwierzęta. Jeśli jednak rasa ludzka ocaleje, to co piszę będzie wyrazem świadomości tego co się dzieje. Wtedy - teoretycznie - mogłoby się komuś przydać. 

Skoro to piszę, ktoś mógłby zapytać czy wierzę, że ktoś przetrwa? To niewłaściwe pytanie. Ja zakładam. 

Brak komentarzy: