poniedziałek, 10 czerwca 2019

wtedy zechcemy cofnąć czas

Kronika towarzyska, reklamy, ciekawostki na kliknięcie, sport. Znakomita większość wiadomości z kraju, jakby świat się kończył na Bugu, Odrze i Nysie. Jakbym czytał gazety sprzed II wojny światowej: ta sama beztroska wobec narastającego zagrożenia.
A za kilkanaście lat będziemy się przeciskali ulicami wśród uchodźców, najsilniejszych i najbardziej zdesperowanych spośród ofiar wojny i klęski ekologicznej, którzy dotrą tu żeby ratować życie swoje i swoich rodzin. Miasto załatwi dla nich może namioty na Błoniach, ale z wyżywieniem będą trudności, nie mówiąc o wodzie do picia. Więc będą wychodzić nocą, żeby znaleźć coś do jedzenia. A my będziemy barykadować się w domach i kupować broń. Nie będzie z nimi kontaktu – dlaczego? Bo nie przyjęliśmy ich teraz, kiedy przyjechaliby w rozsądnej liczbie. Nie wytworzy się na czas żadna warstwa między nami a nimi, warstwa ludzi zaadoptowanych już w Polsce którzy znają oba języki i obie kultury. Będzie między nami trwała niewypowiedziana wojna, z wszystkimi konsekwencjami. A to wszystko w pogarszającym się klimacie, wobec braku prądu, gazu i wody, z improwizowanym zaopatrzeniem w żywność.
Gdzie nasze programy przyjęcia ludzi, którzy chcą żyć? Zamknięci w domach, będziemy trwać przy polskich tradycjach, cieszyć się że jeszcze za rok zaśpiewamy kolędę „w nóżki zimno, żłóbek twardy, stajenka się chyli”, zerkając przy tym zza firanki czy pod domem nie stoi obca kobieta z małym dzieckiem – zamorscy goście.

Brak komentarzy: